poniedziałek, 11.04.2011, Kategoria: Komisja Promocji | Dodaj komentarz »
Z dużym zainteresowaniem zapoznałem się z dwoma już listami opublikowanymi na łamach łódzkiej Gazety Wyborczej, a dotyczącymi sposobu rozdysponowania środków na wydarzenia festiwalowe organizowane w 2011 roku. Ze względu na ograniczoną dziennikarską szpaltą formę tej polemiki postaram się jasno odpowiedzieć na pojawiające się w obu listach wątpliwości czy formułowane wprost zarzuty.
Prawdą jest, że przyjęty w tym roku przez Biuro Promocji system rozdziału środków na wydarzenia festiwalowe jest efektem m.in. próby zmiany dotychczasowej praktyki w ramach, której zapisane w budżecie miasta środki rozdzielane były samodzielnie przez pracowników Urzędu Miasta Łodzi bądź, tak jak w roku ubiegłym, na podstawie rekomendacji Komisji, której pracami kieruję. Rzeczywiście zgodnie z tym, o czym zechciał przypomnieć pan dyrektor Jarosław Suchan, uczestnicy zorganizowanego kilka tygodni temu spotkania wspólnie uznali, że najlepszym możliwym rozwiązaniem jest odwołanie się w ocenie wpływających do Urzędu Miasta Łodzi wniosków do wiedzy i doświadczenia osób, które pracowały lub nadal pracują w sektorze kultury, a których zawodowe dokonania legitymują do miana ekspertów. W ramach rozważań na temat jak najlepszego ukształtowania tegorocznego procesu dyskutowaliśmy także na temat tego czy eksperci powinni rekrutować się również spośród pracowników instytucji kultury. Wydawało mi się to rozwiązanie całkiem trafne, ponieważ przedstawiciele tychże instytucji dotychczas nie korzystali ze środków z Biura Promocji, a więc nie zachodziło podejrzenie o jakikolwiek konflikt interesów. Pamiętam jednak, że w ramach przekazywanych sugestii zwracałem uwagę na konieczność powołania do zespołu eksperckiego także osób spoza naszego miasta. Powinno to gwarantować, że z jednej strony ocena wniosków nie będzie oderwana od łódzkich realiów, z drugiej zaś, że nie pojawią się zarzuty o przenoszenie jakiś lokalnych animozji na rzetelną weryfikację składanych przez wnioskodawców dokumentów. Było to ostatnie spotkanie dotyczące tegorocznych działań miasta w tym obszarze, w którym uczestniczyłem.
Pragnę jednocześnie wyraźnie podkreślić, że uważam sam pomysł powołania zespołu ekspertów za trafny. Nigdy też nie wygłaszałem publicznie innej opinii na ten temat. Nie odbiera mi to jednak prawa do krytycznej oceny sposobu powołania ekspertów, ich umocowania prawnego oraz efektów ich pracy. To właśnie ta krytyczna ocena stała się przyczyną, dla której w kwestię rozdziału tegorocznych środków na wydarzenia festiwalowe zaangażowała się kierowana przeze mnie Komisja Promocji. Okazało się, bowiem, że przygotowany przez zespół ekspertów punktowy ranking łódzkich festiwali w wielu miejscach nijak miał się do przyznanych środków finansowych. Podczas posiedzenia Komisji pojawiło się, zatem dosyć oczywiste pytanie. Po co przygotowywać oparty o punkty ranking skoro nie ma on bezpośredniego wpływu na wysokość zaangażowania finansowego miasta w poszczególne wydarzenia? Takich przypadków było na tyle dużo, że zdaniem Komisji konieczne okazało się zweryfikowanie powodów takich dysproporcji.
Komisja wydelegowała ze swego grona cztery osoby, które skrupulatnie zapoznały się z opartym o ekspercką ocenę rankingiem a także przypisanymi do konkretnych festiwali środkami. W przypadkach, kiedy jakieś wydarzenie zostało wysoko ocenione a nie otrzymało żadnych środków, albo, kiedy w odniesieniu do dobrze ocenianego przedsięwzięcia następowała znacząca, ponadprzeciętna redukcja dotacji w stosunku do roku ubiegłego, próbowaliśmy znaleźć jakieś uzasadnienie dla takiej decyzji zespołu ekspertów. Niestety okazało się, że przekazane nam przez Buro Promocji oceny nie posiadają uzasadnienia, co nie jest chyba często spotykaną praktyką.
Niestety do dziś nie potrafię znaleźć wytłumaczenia dla niektórych decyzji zespołu ekspertów. Oto kilka przykładów:
Se-ma-for Film Festival – 273 pkt. – 0 zł
Mediatravel, Festiwal Cywilizacji i Sztuki Mediów – 272 pkt. – 0 zł
Targowa Film Street Festival – 243 pkt. - 0 zł
Przy czym najniżej punktowane wydarzenie , które na podstawie decyzji ekspertów otrzymało środki finansowe zdobyło punktów 119 , a więc ponad dwukrotnie mniej.
Podobnie trudno było znaleźć racjonalne uzasadnienie dla faktu, że cześć dużych i najbardziej kosztownych wydarzeń, w rekomendacji ekspertów otrzymała środki zmniejszone o 10-25% ubiegłorocznego wsparcia, a w przypadku niektórych ta redukcja wynosiła 60-75%. Najbardziej jaskrawymi przykładami takiej znaczącej redukcji środków były m.in.:
22. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier – 283 pkt. – redukcja środków o 60%
10. Międzynarodowy Festiwal Fotografii w Łodzi – Fotofestiwal 2011 – 264 pkt. – redukcja środków o 70%
Z całą pewnością decyzje takie nie mogły wynikać z prostego porównania budżetów, bowiem mało precyzyjny formularz spowodował, że wnioskodawcy przedstawiali swoje kosztorysy na bardzo różnym poziomie szczegółowości. Podkreślić trzeba, że tak znaczące rozbieżności pomiędzy przyznaną punktacją a poziomem proponowanego dofinansowania dotyczyły wydarzeń o wieloletniej tradycji i bardzo wysoko ocenionych przez samych ekspertów.
Trudno toczyć sensowną dyskusję, jeśli zarówno autorzy pierwszego, jak i autor drugiego listu cały swój wywód budują na fałszywej dychotomii – merytoryczni eksperci kontra podejmujący uznaniowe decyzje, kierujący się polityczną kalkulacją radni. Szkoda tylko, że Pan Dyrektor podobnie jak organizatorzy Soundedit nie zauważył, że radni nie oceniali żadnego z wniosków ! Trudno, więc mówić o „uznaniowej ocenie”. Radni nie oceniali, ponieważ żadna, podkreślam żadna punktacja przyznana przez ekspertów nie została zmieniona ani podważona. Nawet mimo tego, że w kilku przypadkach były to oceny dalece odbiegające od powszechnej opinii na temat danego wydarzenia. Ten brak ingerencji w ranking przygotowany przez ekspertów był właśnie wyrazem szacunku dla ich pracy.
W swoich decyzjach o rozdysponowaniu dodatkowych środków radni kierowali się, więc przede wszystkim merytoryczną oceną przygotowaną przez ekspertów, ale także odwoływali się do treści złożonych wniosków oraz związku danego przedsięwzięcia z obowiązującą w Łodzi Strategią Promocji Marki.
Pragnę jeszcze raz podkreślić, iż nie miałem żadnego wpływu na wybór ekspertów, skład zespołu nie był ze mną konsultowany, podobnie jak choćby odpowiedni dobór poszczególnych osób pod kątem dziedzin, w których są specjalistami. Do żadnego z ekspertów nie kierowałem zaproszenia do współpracy, choć pewnie w wielu przypadkach pokrywałoby się ono z wyborami dokonanymi przez Biuro Promocji. Personalia wyznaczonych do oceny wniosków osób pozostawały dla mnie tajemnicą do czasu, kiedy nie ogłosił tego publicznie dyrektor Biura Promocji. Nie ma to oczywiście żadnego wpływu na mój głęboki szacunek do ich zawodowych dokonań, doświadczenia a nade wszystko przekonania, że osoby te działają mając na uwadze dobro miasta. Wobec powyższego absurdalnym i jedynie obraźliwym staje się zarzut, jaki czyni mi dyrektor Suchan pisząc o „ chowaniu się za plecami” ekspertów.
Podobnie nietrafne jest także stwierdzenie o „nabieraniu wody w usta” trudno, bowiem nie zauważyć, iż w ciągu ostatnich tygodni wielokrotnie publicznie zabierałem głos na temat zaistniałej sytuacji. Czyniłem to choćby w trakcie szeroko relacjonowanych w mediach dwóch posiedzeń Komisji Promocji czy w kilku programach telewizyjnych.
Z przykrością zapoznałem się też z treścią listu organizatorów festiwalu Soundedit zwłaszcza w części dotyczącej nie merytorycznych i „torpedujących słuszne inicjatywy” radnych. Szczególnie wobec faktu, że to Komisja Promocji była pierwszym i jak się okazało skutecznym rzecznikiem festiwalu udzielając mu rekomendacji jeszcze przed pierwszą edycją. Wtedy organizatorzy nie wyrażali swojego poczucia dyskomfortu wobec „uznaniowej decyzji”. Wobec tak drastycznej zmiany optyki nie pozostaje mi nic innego jak tylko ponownie zadeklarować, że w moim odczuciu (a podziela je pewnie większa liczba członków Komisji) Soundedit to wydarzenie ważne i z dużym potencjałem. Uzasadnienie dla braku ingerencji radnych w zaproponowany organizatorom na mocy oceny ekspertów poziom udziału finansowego miasta jest bardzo proste. Rekomendowana kwota odpowiada wyraźnej tendencji – redukcji środków o 10-25% w stosunku do ubiegłorocznego wkładu UMŁ, ze względu na ograniczone możliwości finansowe Łodzi.
Mam nadzieję, że udało mi się, choć w części wyjaśnić motywy działania radnych. Zawieszone w powietrzu pozostają jeszcze pytania postawione przez pana dyrektora Suchana, które da się zredukować do prostego, – co dalej? Jestem przekonany, że opracowywany w Urzędzie Miasta Łodzi system finansowania przedsięwzięć kulturalnych pozwoli rozwiązać kilka problemów: właściwie zbuduję proporcję pomiędzy wydarzeniami festiwalowym a tymi o charakterze całorocznym; organizatorom zapewni stabilność udziału finansowego miasta na więcej niż tylko jeden sezon a miastu bezpieczeństwo budowania stabilnej polityki kulturalnej; odsunie wreszcie zarzuty uznaniowości kierowane w stosunku do każdego, kto tylko zabiera się za próbę oceny i podziału publicznych pieniędzy na łódzką kulturę. Zmiany są potrzebne, ale nie mogą one przebiegać w atmosferze, w której radni są wcielonym złem, organizatorzy specjalistami w wyłudzaniu publicznych środków, a eksperci uznawani za stronniczych. Żeby uniknąć powtórki z tegorocznych perturbacji konieczne jest, moim zdaniem, przeprowadzenie szerokich konsultacji społecznych nad efektem prac prowadzonych w ramach Urzędu Miasta Łodzi. Byłoby dobrze gdyby ich efekt i przyjęcie przez Radę Miejską nowych reguł rozdziału środków finansowych mogło odbyć się jeszcze jesienią tego roku.